Witam w Kronice Rodzinnej Adamczyków       

 

  R ON I K A   R O D Z I N Y  ADAMCZYK                                                                                                           

ScrollBar

 D R Z E W O   G E N E A L O G I C Z N E ADAMCZYKÓW, MALIŃSKICH, BOŃCZAKÓW, HACZYKOWSKICH , AMBROZIAKÓW, MICHALAKÓW oraz osób z nimi spokrewnionych i spowinowaconych,  przynajmniej na ile potrafiłem je odtworzyć. Stronę dedykuję  moim synom Kamilowi i Ignacemu, oraz wszystkim osobom, z którymi mogłem się spotkać w swoim życiu, a także tym, których nie znałem, ale ich geny we mnie pozostały…

 

PRZEGLADAJ KSIĘGĘ    Aktualizacja: 13-12-2023  20:52     

Genealogia — można by rzec najstarsza nauka, jeśli spojrzeć przez pryzmat Biblii i wiedzy, kto jest czyim potomkiem, stała się także pretekstem do ukazania istotnych postaci z dziejów Rodziny Adamczyków ich krewnych i powinowatych. Rodzina jest jak gałęzie drzewa, wszyscy rośniemy w różnych kierunkach,
 ale korzenie mamy wspólne.

 

Przeszłość zachowana w pamięci staje się częścią teraźniejszości ...

Ad futuram rei memoriam

 

Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości.

20 lutego 1920 Marszałek Józef Piłsudski

Wszystko się gdzieś się zaczyna, baśnie legendy historie niesamowite. Każda z nich jest częścią długiej  opowieści, opowieści niesionej śpiewem ptaków i odgłosem wody w strumieniu, która trwa przez wieki. Tworzenie rodzinnej genealogii  jest jak odkrywanie nieznanych lądów, jak ujarzmianie natury i dopełnianie białych plam na mapie miejscami, których wcześniej nie znaliśmy.  Genealogia jest to opowieść o czasie który minął, który jest i który będzie. Opowieść o nas wszystkich, którzy współtworzymy ją  dzisiaj i teraz dla kolejnych pokoleń.

 

„czy ktoś chce, czy nie chce, każdy z nas miał 16 prapradziadków”, że „bez nich nie byłoby nas na świecie”, że „choć życiorysy większości z nich nie są tak pasjonujące, aby nakręcić o tym film czy napisać książkę — to wszyscy zasługują na wdzięczność, pamięć i szacunek — za to, że po prostu byli”. Pozdrawiamy także , wszystkie te osoby z naszej rodziny, które sceptycznie podeszły do mojego projektu. Szanuje ich decyzje i mam nadzieję, że kiedyś zapragną wiedzieć więcej (…) by czas nie zaćmił i w niepamięć obrócił ich istnienia. „Czas płynie, ludzie umierają, następni będą o nas pytać, kto im odpowie?.

Nic ze sobą - oprócz siebie nie zabiorę; Może tylko ptasie pióro - trzepot losu. Bo nam zawsze stąd odchodzić jest nie w porę; Choć na życie przecież to jedyny sposób. Nic ze sobą oprócz siebie nie zabiorę; Nawet nędzarz tu zostawi w spadku biedę. Do wieczności dobierając aureolę; Tak starannie jak to czynił już niejeden. Bo jak latarnie - zgasną oczy; Co wypatrują sobą – wzroku. Tych, których pejzaż już się stoczył; W ten nienagannie święty spokój. Nic ze sobą oprócz siebie tam nie wezmę; Może tylko jakąś karę, jakąś winę. I melodię którą nucił smutny klezmer; Rozstrojonym rozkoszując się pianinem. Nic ze sobą oprócz siebie nie zabiorę; I odejdę jak nostalgia w kontur cienia..

 

Umarłych wieczność dotąd trwa Dokąd pamięcią im się płaci.
Chwiejna waluta - Nie ma dnia
By ktoś wieczności swej nie stracił.

Jesteśmy wybranymi. W każdej rodzinie jest ktoś, kto wydaje się powołany do poszukiwania przodków. Aby nabrać mięsa na ich kościach i przywrócić im życie. Opowiedzieć rodzinną historię i poczuć, że w jakiś sposób ją znają i akceptują. Genealogia nie jest zimnym zbieraniem faktów, ale tchnieniem życia we wszystkich, którzy odeszli wcześniej. Jesteśmy gawędziarzami plemienia. Wszystkie plemiona mają kogoś takiego. Zostaliśmy nazwani przez nasze geny. Ci, którzy odeszli wcześniej, wołają do nas: opowiedz naszą historię. Tak więc robimy. Znajdując je, jakoś się odnajdujemy. Nad iloma grobami stałem przedtem i płakałem. Straciłem rachubę. Ile razy mówiłem przodkom: Masz wspaniałą rodzinę; byłbyś z nas dumny?. Ile razy szedłem do grobu i czułem, że jest tam moja miłość. Genealogia wykracza poza zwykłe dokumentowanie faktów gdyż dotyczy tego, kim jestem i dlaczego robię to, co robię.

Historia ludzkiego grzechu zaczęła się od niewinnego pytania węża do Ewy: "Dlaczego?", "Czy to prawda?" Tak samo zaczyna się przygoda z genealogią i tak samo ciężkie niesie za sobą konsekwencje. Z grzechem bowiem zerwać człowiekowi się nie udało. Od nałogu genealogicznego też niewielu udało się uwolnić. Najpierw przychodzi pytanie: Czemu ten człowiek też się nazywa tak, jak my a nie jest naszą rodziną? Drugi etap to kolejne pytanie: Czemu nie wiedzieliśmy, że ten człowiek jednak jest naszą rodziną? Pytań przybywa, odpowiedzi brakuje. Zaczynamy sami szukać i nigdy nie możemy dowiedzieć się tyle, aby nasza ciekawość została zaspokojona.

Dlaczego?
- na to pytanie chciałbym znać odpowiedź.
 
 
Myślę, że troszkę refleksje nad życiem, a troszkę może „moda” przeniosły mnie do świata, który
dawno odszedł, a który z pasją zacząłem odkrywać. Sam zdziwiłem się niezmiernie, że tak
wiele było i jest osób, których nie znałem , bądź nie znam, a które są ze mną spokrewnione.
Chciałbym wiedzieć o nich więcej…
Proszę zatem, aby ktoś, kto znajduje bliższe lub dalsze powiązania z moją rodziną,
zechciał wraz ze mną budować tę stronę i to drzewo genealogiczne, którego podwaliny
zaprezentowałem w tym opracowaniu .
 
Rodzina!
- od wieków o nas słyszano, od wieków zapisywaliśmy się na kartach historii,
aż wreszcie    rozpierzchliśmy się po wszystkich 
kontynentach i zaczęliśmy o sobie zapominać.
 
Współczesny świat staje się coraz bardziej bezduszny, zmaterializowany i kosmopolityczny.
Słowa takie jak "tradycja" czy "rodzina" są dla wielu już tylko pustymi dźwiękami pozbawionymi
głębszych treści emocjonalnych, jakimi wypełnili je nasi przodkowie.
Jeżeli ich nie uratujemy, to przepadną na zawsze, wraz z całym bogactwem znaczeń i przeżyć,
jakie mogłoby dać przyszłość pokoleniom.
Największe znaczenie ma tu odtworzenie pamięci o naszych przodkach i ich życiu,
czyli genealogia rodzinna, stanowiąca najbardziej bezpośrednią nić wiążącą nas z historią
we wszystkich jej wymiarach.
Historia staje się czymś bliskim i konkretnym - obok królów i bohaterów pojawiają się w niej znacznie
bliżsi ludzie noszący nasze własne nazwisko czy nazwiska naszych krewnych.
 
Spróbujmy!
- zatem ponownie się poznać, polubić i przypomnieć, że jesteśmy z tego samego pnia,
tego samego przodka, tych samych korzeni.
 
Dziś, kiedy upływ czasu, historyczne zawirowania i różne perypetie spowodowały całkowity nieomal
zanik rodzinnych więzi - może to skromne opracowanie spowoduje ich odnowienie, a przynajmniej
pozwoli na pełniejszą rekonstrukcję  tej rodziny.
 
Nazwisko pochodzące od imienia Adam, często stosowanego w Polsce od XII w. Imię Adam z kolei pochodzi ze Starego Testamentu, gdzie oznaczało pierwszego człowieka, praojca.
 

Stronę poświęcam mim synom Kamilowi i Ignacemu oraz wszystkim osobom, z którymi mogłem się spotkać w swoim życiu, a także tym, których nie znałem, ale ich geny we mnie pozostały…

 

                     

                    W młodości mnie one nie interesowały, bo co mi po tym, co było dawno, jeżeli obchodziła mnie tylko przyszłość. Dzisiaj czytam te pamiętniki chciwie, nauczony jaką wartość mają nazwy miejscowości, zakręty drogi, pagórki i promy na rzece. Jak bardzo trzeba cenić prowincję i dom, i daty, i ślad minionych ludzi.
 

Czesław Miłosz, Mój dziadek Zygmunt Kunat, TO, Wyd. Znak 2001

 Określenia członków rodziny zmieniają sie w czasie i przestrzeni. Inaczej określano ich dawniej, inaczej mówi się teraz. Inaczej brzmią one potocznie, a inaczej - w terminologii genealogicznej. Cóż właściwie oznaczają te słowa?
 
Krewny, krewna... moi krewni są ze mną połączeni więzami krwi. Rodzice (i ich rodzice, a moi dziadkowie oraz ich krewni), i ich rodzeństwo (a moi wujkowie, stryjowie i ciotki oraz ich krewni), moje rodzeństwo (i ich dzieci, a moi bratankowie i siostrzeńcy), dzieci i ich dzieci (a moi wnukowie) - wszyscy jesteśmy połączeni genetycznie, co dawniej określano związkiem krwi.
 
Jednak moimi członkami rodziny są również nie-krewni. Mąż, szwagier, teściowie i wiele innych członków mojej rodziny nie jest ze mną połączona genetycznie. Nie umiem powiedzieć, czemu w polszczyźnie określa się ich mianem powinowaci. W języku angielskim, na przykład, są to krewni z mocy prawa (np. zięć - to syn z mocy prawa: son-in-law, szwagier to brat z mocy prawa: brother-in-law, a teściowa to mother-in-law). Bez wątpienia słowo powinowaty pochodzi od pierwotnego słowa wina, z którego ukuto kiedyś powinność. Ponieważ powinowactwo powstaje w wyniku utworzenia nowej rodziny - poprzez małżeństwo, więc ślub wiąże się nie tyle z jakąkolwiek winą, co ze zobowiązaniem powinności wobec krewnych współmałżonka. Oczywiście, wzajemnym.
 
Ja sobie biorę ciebie i wiążę się tym samym z twoją rodziną. Ty sobie bierzesz mnie i wiążesz się z moją rodziną. Ot, takie nasze powinności powstały na ślubie - wobec krewnych i od krewnych - bowiem powinowactwo jest jak najbardziej wzajemne! Po ślubie tworzą się wzajemne powinowactwa między teściem a zięciem, czy synową, oraz resztą rodziny - szwagrami, pasierbami et caetera. Przed ślubem byli oni - formalnie biorąc - sobie obcy.

 Szukamy Polski jaką była przez wieki: różnorodnej jak wieża Babel i obfitej w kuchnie rozmaite, zaskakującej i dziwnej dla obcych, ale zrozumiałej dla tych, którzy się w niej rodzili. Takiej, z której powinniśmy być dumni, strzec i czule pielęgnować jej tożsamość w czasach przełomu: budowania jedności starego kontynentu rozdartego między wschodem i zachodem. Tej Polski szukamy, która da siłę, aby nas samych przed naszymi strachami i kompleksami chronić. Będziemy jej szukać słuchając powikłanych opowieści, wśród drzew ludzkich rodów, w kufrach starych fotografii i nieustającej dyskusji. W wędrówce po przeszłości często będziemy docierać do tej Polski, której już nie ma, ale wierzymy, że odnajdziemy te znaki szczególne Naszej Ojczyzny, z których powinniśmy być dumni: fundamenty tolerancji, szacunku dla innych, wierności i dumy wobec własnej tradycji. Polska bowiem była wszędzie tam gdzie żyły te wszystkie wspaniałe narody, które mają jej wiele do zawdzięczenia, ale i Polska jakże wiele im zawdzięcza: Ukraińcy i Żydzi, Białorusini i Litwini, Łemkowie i Niemcy, Tatarzy i Rosjanie, Karaimi i Romowie - brylanty naszego dorobku narodowego, kulturowego, naszej myśli, kuchni i języka; moduły niezbywalne w jej portrecie. Ojczyznę naszą współbudowali przez wieki, tworząc jej niepowtarzalny koloryt, choć nie zawsze bywała dla nich kochająca matką, często zaś - nieczułą macochą. Smutnych znaków wymazywać nie będziemy: staną się nauką i mądrością na przyszłość.

 

Z okruchów, legend, baśni oraz wyników badań archeologicznych naukowcy mozolnie odtwarzają nasze słowiańskie pogańskie dziedzictwo.

Pragnę  podziękować za wszelkie informacje, które starałem się na bieżąco wpisywać.  Aby Kronika  mogła  być w miarę interesująca rzetelna  musi być co jakiś czas uzupełniana, a tego nie dało się zrobić bez  pomocy innych członków rodziny. Kochani to także Wasze drzewo genealogiczne. Starałem się aby to drzewo genealogiczne nie było tylko suchym skupiskiem nazwisk i dat, ale historią bogatą w zdjęcia i pamiątki, historię miejsc i otoczenia, wspomnienia i opisy krewnych. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, którzy czynnie wspierali niniejsze przedsięwzięcie, za wszelkie informacje, które starałem się na bieżąco wpisywać. Aby Kronika mogła być w miarę interesująca rzetelna musi być co jakiś czas uzupełniana, a tego nie dało się zrobić bez pomocy innych członków rodziny. Serdecznie Dziękuję mojej mamie Krystynie, teściom Mariannie i Władysławowi Malińskim. W sposób szczególny chcę podziękować dziadkowi od żony, Bolesławowi Haczykowskiemu, którego już nie ma wśród nas i jego żonie babci Wacławie z Bieguszewskich. To oni zainspirowali mnie do tworzenia kroniki. Byli pierwszymi osobami od których dowiedziałem się o protoplastach mojej żony Agnieszki i naszych dzieci Kamila i Ignacego. Dzięki ich przychylności i zaangażowaniu oraz udostępnionych materiałach archiwalnych, kronika mogła uzyskać swą atrakcyjną zawartość. Serdecznie dziękujemy Halinie i Józefowi Kowalskim za dokumenty i informacje dotyczące moich dziadków Stanisława i Marianny Adamczyk. Ewie i Renacie Adamczyk, oraz Krystynie Dziedziczak za szereg informacji dotyczących rodziny Adamczyków i Michalaków. Anecie Palmowskiej za informacje dotyczące Rodziny Adamczyków w Zgierzu, oraz Agnieszce Hajdukiewicz za informacje o potomkach Jadwigi i Szczepana Adamczyków. Halinie Pietrzak za fotkę dziadków Adamczyków oraz Mariannie Ambroziak i jej córce Iwonie Kołaczek, za informacje i fotografie rodziny Ambroziaków i Bończaków. Dziękuję także Anicie Adamskiej, która pomaga nam w pogłębieniu informacji o rodzinie Adamczyków, a w szczególności potomków Benedykta Adamczyka. Gorące podziękowania dla Basi Gryglewskiej (Olejnik), za przesłane fotografie i informacje dotyczące Rodziny Kicińskich, Michalaków i Olejników. Basi Niemirskiej oraz Przemkowi Iskra za informacje dotyczące rodzin Bończaków i Misztal. Zbyszkowi Dul i Małgosi Sikorskiej za informacje dotyczące Marii Adamczyk i rodzinie Skokalskich i Adamczyków z Broczyna. Wiolecie Wojda (Kochanek) za informacje dotyczące potomków Aleksandry Haczykowskiej i całej rodzinie wspierającej mnie informacjami i mobilizującej do aktualizowania informacji o naszej wspólnej rodzinie. Serdecznie dziękuję Edycie Jarosz za informacje o naszych przodkach Błażeja Adamczyka syna Jakuba naszego wspólnego pra...dziadka. Cieszę się, ze odnaleźliśmy się dzięki tej witrynie. Pozdrawiam także , wszystkie te osoby z naszej rodziny, które sceptycznie podeszły do mojego projektu. Szanuje ich decyzje i mam nadzieję, że kiedyś zapragną wiedzieć więcej (…) by czas nie zaćmił i w niepamięć obrócił ich istnienia. „Czas płynie, ludzie umierają, następni będą o nas pytać, kto im odpowie?

 Każda rodzina ma swoją historię. Są w niej wzloty i upadki, ale i zabawne chwile, które są przytaczane na każdym rodzinnym spotkaniu. Zawsze jest coś miłego do wspominania. I właśnie takie wspomnienia warto zachować dla swoich dzieci, może wnuków. Jestem pewny, że nie tylko ja, ale każdy genealog, ma w rodzinie osobę, o której wie niewiele, a tak naprawdę nie wie nic. Latami szukamy, grzebiemy, pytamy, często bez żadnego skutku… Czasami mam również wrażenie, że za bardzo kombinujemy i szukamy abstrakcyjnych rozwiązań. Na pierwszy rzut oka sytuacja jest skomplikowana, a odpowiedź często jest bliżej niż nam się wydaje.


Warto się zastanowić nad tym, dlaczego zaczęliśmy się interesować właśnie genealogią? Czy hobby to „dojrzewało” w nas od lat – i w pewnym momencie postanowiliśmy uporządkować zbierane dokumenty? Czy może był to impuls, który spontanicznie pchnął nas w genealogiczną otchłań?
Jeśli nagle postanowiliśmy „pogrzebać” w rodzinnej przeszłości, to czy możliwe jest, aby za takim, a nie innym obrotem wydarzeń, stali nasi przodkowie? Być może chcieli oni, aby ktoś z żyjących potomków, przywrócił pamięć o zmarłych przodkach? A może to ja tworzę nadinterpretację niektórych faktów?


Pamiętamy rodziców, dziadków. Wiemy o nich. Jak wielu jednak, zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach, nie sięga tą wiedzą poza pokolenie swoich rodziców, dziadków, czasem pradziadków. O tych dawniejszych nie wiemy po prostu nic. Nie wiemy kim byli, jak wyglądali. Jakie było ich życie, radości, tragedie. A przecież taka niewiedza to też rodzaj osierocenia, tyle że mniej dotkliwy. Każdy z nas ma przodków, nie każdy jednak o nich wie. Nie ma rodów starszych i młodszych. Zwroty „stary ród”, „stara rodzina” znaczą w końcu tyle tylko, że ta rodzina przechowała pamięć o sobie, o swoich przodkach. Niektórym tę wiedzę przechowywać było łatwiej, zaczęli gromadzić ją wcześniej Zawsze był jednak tego gromadzenia początek, ktoś to rozpoczął. Ktoś zatrzymał proces zapominania. Bardzo szybki proces. Ktoś zapisał to, co przekazali mu starsi od niego. (…) Zaczynamy interesować się tymi sprawami wtedy, gdy sami jesteśmy już w „ dojrzałem” wieku. Wtedy jednak najczęściej nie ma już kogo pytać.

Niewielu jest ludzi, którzy będąc dziećmi interesuje się swoim pochodzeniem - swoimi korzeniami. Przychodzi to z czasem. Wtedy okazuje się, że jest już za późno, gdyż ci wszyscy bliscy - te kopalnie wiedzy o rodzinie odeszli bezpowrotnie. Nam w pamięci zostali tylko ci z którymi zetknęliśmy się bezpośrednio i to w niezbyt odległym czasie - nasi ojcowie, matki niekiedy dziadkowie, babki. Reszta to próżnia nie dająca się samemu w logiczny sposób zapełnić. Niewielu jest również takich, którzy mając świadomość upływającego czasu postanowili odtworzyć swoje korzenie. Do tej grupy chciałbym zaliczyć siebie i jednocześnie zachęcić wszystkich moich bliskich, całą dalszą i bliższą rodzinę. Dlatego na przełomie stuleci dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku postanowiłem, że luka w moim i w moich najbliższych pochodzeniu zostanie wypełniona a moi synowie zamiast grzebać w przeszłości będą tylko dopisywać przyszłość.
Jak zaznaczyłem genezę piszę dla moich synów Kamila i Ignacego Adamczyków.
Głównym celem stworzenia Kroniki Rodziny Adamczyk jest chęć poznania przodków niezależnie kim byli; szlachcicami, mieszczanami, chłopami czy robotnikami i przekazania tych wiadomości naszym dzieciom i rodzinie. Pozwoli to poznać związki rodzinne wynikające z bliższego lub dalszego pokrewieństwa.


Opracowanie to w zamyśle ma być miejscem kontaktu z wszystkimi, którzy w jakiś sposób są powiązani z rodzinami, które są prezentowane w tym skromnym opracowaniu. Chciałem zebrać maksymalnie dużo informacji o rodzinach Adamczyków Michalaków, Ambroziaków, Malińskich, Bończaków, Haczykowskich. Wiedza zgromadzona, o nazwiskach, pozwoli każdemu zainteresowanemu, szczególnie najmłodszemu pokoleniu uzyskać informacje na temat pochodzenia nazwiska oraz rodzinnych korzeni. Być może dla niektórych osób noszących nasze nazwisko byłaby to szansa odnalezienia dalszej lub bliższej rodziny, zamieszkałej w Polsce a może i na świecie.
Mam nadzieję że moja praca przyniesie satysfakcję tym, którzy zechcą ją przejrzeć oraz pozwoli na pozostawienie w pamięci osoby i zdarzenia odchodzące do historii. Nie jestem z wykształcenia ani historykiem, dlatego z góry przepraszam za niedociągnięcia, i to te merytoryczne – dotyczące zagadnień historycznych, jak i formalne – w wyglądzie tego opracowania.
Co to w ogóle jest kronika jako forma przekazu literackiego czy szerzej - medialnego - nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Jak mocno się rozmarzymy i przypomnimy sobie podstawowe wiadomości z historii, to zaraz pojawią się tu znane postaci Jana Długosza, błogosławionego Wincentego Kadłubka, czy jeszcze wcześniej - Galla Anonima... Natomiast moim celem jest zatrzymanie dobrego czasu... Jak wygląda ta Kronika? Po pierwsze: nie jest ekskluzywną księgą, oprawiona w skórę ze złoconymi literami, To co w niej ująłem zależało wyłącznie od czasu, nastroju, sytuacji rodzinnej - bo pewnie inaczej zapisywałem relację z jubileuszu rocznicy ślubu dziadków, czy narodzin dzieci w naszej rodzinie , a inaczej notowałem wydarzenia zwykłego dnia, kiedy miałem ochotę wspomnieć, że Kamil czy Ignacy byli u dentysty, że do południa padało, że byliśmy na wakacjach.
Sensem powstania tej Kroniki Rodzinnej jest nie tylko utrwalanie ważnych, świątecznych chwil z życia, ale bardziej, a może przede wszystkim schwytanie chwil pozornie błahych, chwil codziennych, normalnych, takich, które przydarzyły się właśnie nam, naszej rodzinie - dziś, najdalej wczoraj... Okazało się wtedy jak kolorowa, jak bogata jest ta "szara" codzienność...
W ten sposób myślę że zatrzymałem dla siebie i dla naszych potomnych odrobinę prawdziwego czasu, odrobinę prawdy o nas. To jest nasz czas schwytany. Nasz własny. To my - nasza rodzina - jesteśmy bohaterami tej księgi, jesteśmy tam wszyscy opisani, tak samo ważni, istniejemy w kronice tu i teraz i jest to istnienie prawdziwe, realne - nie fikcyjne, jak aktorów kiepskiego serialu. Ten scenariusz pisze życie... Jeżeli jeszcze spróbujemy zapisywać w niej na przykład swoje własne modlitwy, albo refleksje po codziennej medytacji krótkiego fragmentu Pisma Świętego, to ze zwykłej Kroniki zrobi się już coś zupełnie niezwykłego: duchowy dziennik albo duchowy pamiętnik całej rodziny!


Poznajemy nowych przyjaciół, cieszymy się bliskimi, ale tak naprawdę, brakuje nam tych, którzy odeszli. Oglądnięcie tego skromnego wydania jest to dobry moment na refleksje, także nad własnym życiem , nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Jest to okazja do wspomnień, do dzielenia się troskami, kłopotami i radością. Kim była bliska nam osoba? Kiedy ostatni ras widziałem się z bliską mi osoba z rodziny jeszcze żyjącą, czy zdążyłem powiedzieć jej jak była mi bliska ? Może nadeszła okazja, aby poświęcić Jej trochę więcej czasu. Ta witryna rodzinna jest zachętą do zadumy, do przemyśleń o przemijającej historii, którą warto utrwalić dla potomnych. Kultywowanie pamięci członków rodziny, to także dobra lekcja dla naszych dzieci. Aby kiedyś, nad naszym grobem, spotykały się nasze dzieci, wnuki, prawnuki, kuzyni, kuzyni kuzynów ... . ad futuram rei memoriam - na przyszłą rzeczy pamiątkę.
Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim. Małe, wiejskie cmentarze mogą okazać się dla nas cenniejsze, od znanych zabytkowych. Tam zapisana jest nieśmiertelność odzwierciedlająca więź rodzinną. Świadczą o tym przemieszane rejestracje samochodów na przycmentarnych uliczkach. Niezależnie od tego ile wydamy na znicze, kwiaty, wiązanki, to i tak najdroższa będzie pamięć o naszych zmarłych.
Zachęcam do napisania biogramu osoby, która zasługuje wg Ciebie na coś więcej, niż modlitwa przy grobie w Dniu Święta Zmarłych, opisując historię własnej rodziny, losy rodziców, dziadków czy innych krewnych, uwzględniając ciekawe, wesołe i ważne informacje o życiu swoich bliskich i proszę pamiętajcie, że czy ktoś chce, czy nie chce, każdy z nas miał 16 prapradziadków, że bez nich nie byłoby nas na świecie, że choć życiorysy większości z nich nie są tak pasjonujące, aby nakręcić o tym film czy napisać książkę — to wszyscy zasługują na wdzięczność, pamięć i szacunek — za to, że po prostu byli”.

 Rodowód mój nie sięga bursztynowych szlaków, Mój praszczur się nie najadł na ciele Popiela, I kiedy nie od razu budowano Kraków Zabrakło także mojej krwi przedstawiciela. Czy byli pod Grunwaldem - milczą kronikarze, Jeżeli wzięli Moskwę - to ich tam zjedzono. Brakuje mi pradziadów w głównym nurcie zdarzeń Bym mógł ich dać za przykład pro publico bono. Za to jacyś przodkowie (widzę po swych ustach, Których krój Epikura psuje wstyd nieszczery) Musieli czuć się dobrze przy Saskich Augustach I z Ciołkiem zwiedzać chętnie ogrody Wenery. A ponoć moim krewnym był żołnierz-poeta Co za Kościuszki szyj chciał biskupów, magnatów; Ach czyżbym po nim przejął jakobiński nietakt I czci brak dla błękitnej krwi i purpuratów? Nie słychać o mym rodzie w Noc Listopadową I nie zasilał chyba styczniowych patroli, Z Syberii żaden z moich z posiwiałą głową Nie wracał, by napisać księgę swych niedoli. Za to jakiś zmarznięty francuski gwardzista Miło ogrzał się w jednym z litewskich powiatów, A znów Tatar Potockich czarnym okiem błyskał Do stołecznej działaczki "Proletariatu". Najświeższe drzewa rodu mojego gałązki Spłonęły za murami w getcie i w Powstaniu, Lub w powojennym gruncie przyjęły się grząskim I wypuściły pączek - o nim w jednym zdaniu: Chodziłem do kościoła - oglądać witraże, W komunistycznej szkole miałem same piątki, Od dziecka byłem głodny podróży i wrażeń Nieświadom, że to złego miłe są początki. Nie mam blizn po kajdankach, napletek posiadam, Na świat przyszedłem w czepku, nie pod ułańskim czakiem; Po dekadzie wygnania - polskim jeszcze władam, Proszę więc o dokument, że jestem Polakiem. Nie ma blizn po kajdankach, napletek posiada, Na świat ten przyszedł w czepku, nie pod ułańskim czakiem; Po dekadzie wygnania - polskim jeszcze włada, Prosi nas (!) o dokument, że jest Polakiem!

Jacek Kaczmarski 11.01.1993

 Serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich sympatyków naszej witryny... (skryba), jednocześnie zwracam się z prośbą do wszystkich użytkowników na portalu o udostępnianie zdjęć do publikacji na stronie. Niestety moje skromne archiwa oraz nielicznych osób współpracujących uległy wyczerpaniu, a to oznacza, iż w najbliższym nieokreślonym czasie nie będzie żadnych aktualizacji.

Rodzina jest jak gałęzie drzewa, wszyscy rośniemy w różnych kierunkach,

 ale korzenie mamy wspólne.

 - kilka słów od siebie.

VERBA VOLANT, SCRIPTA MANENT.

- słowa ulatują, to co zostało napisane, pozostaje.

Ja sobie biorę ciebie i wiążę się tym samym z twoją rodziną. Ty sobie bierzesz mnie i wiążesz się z moją rodziną. Ot, takie nasze powinności powstały na ślubie - wobec krewnych i od krewnych - bowiem powinowactwo jest jak najbardziej wzajemne! Po ślubie tworzą się wzajemne powinowactwa między teściem a zięciem, czy synową, oraz resztą rodziny - szwagrami, pasierbami et caetera. Przed ślubem byli oni - formalnie biorąc - sobie obcy. Niezależnie, co odkryjemy, to będzie część historii naszego rodu.

Gdyby nie Przodkowie moi, nic by mnie nie było, Nic świadomości, nic duszy, nic ciała. To Pradziadów znojne życie, że jestem, sprawiło, A ze mną i we mnie cząstka ich została. "Chyba właśnie na tym polega istota genealogii, która dla większości z nas jest po prostu niepojęta - bez pamięci o naszych przodkach jest jakby nas o cząstkę mniej. Stajemy się wtedy pochłaniającymi i wydalającymi materię tworami, dla których ważniejsze jest gdzie pójść, a nie skąd się przyszło.

Genealogia uczy historii na nowo, historii naszej rodziny i miejsca w którym żyła. Wplata doświadczenia osobiste w sprawy narodowe, tworząc obraz Polaka-patrioty, Polaka-katolika, wreszcie Polaka-wspaniałego naszego przodka, który żył w trudnych czasach.

Pamiętamy rodziców, dziadków. Wiemy o nich. Jak wielu jednak, zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach, nie sięga tą wiedzą poza pokolenie swoich rodziców, dziadków, czasem pradziadków. O tych dawniejszych nie wiemy po prostu nic. Nie wiemy kim byli, jak wyglądali. Jakie było ich życie, radości, tragedie. A przecież taka niewiedza to też rodzaj osierocenia, tyle że mniej dotkliwy.

Każdy z nas ma przodków, nie każdy jednak o nich wie. Nie ma rodów starszych i młodszych. Zwroty „stary ród”, „stara rodzina” znaczą w końcu tyle tylko, że ta rodzina przechowała pamięć o sobie, o swoich przodkach. Niektórym tę wiedzę przechowywać było łatwiej, zaczęli gromadzić ją wcześniej. Niestety ja zacząłem chyba dość późno ale był jednak tego gromadzenia początek, ktoś to rozpoczął. Starałem się zatrzymać  ten proces zapominania a efektem tego jest to opracowanie.  Proces zapominania to bardzo szybki proces. Ktoś zapisał to, co przekazali mu starsi od niego. (…)

Zaczynamy interesować się tymi sprawami wtedy, gdy sami jesteśmy już w „ dojrzałym” wieku. Wtedy jednak najczęściej nie ma już kogo pytać i ja tego właśnie doświadczam, ale nie poddaję się, czego efektem jest ten projekt.

Genealogia — można by rzec najstarsza nauka, jeśli spojrzeć przez pryzmat Biblii i wiedzy, kto jest czyim potomkiem, stała się także pretekstem do ukazania istotnych postaci z dziejów Rodziny Adamczyków ich krewnych i powinowatych. "Rodzina jest jak gałęzie drzewa. Wszyscy rośniemy w innych kierunkach, lecz zawsze łączą nas korzenie, a to opracowanie to powrót do naszych korzeni".

Od 18 lat genealogia jest dla mnie bardzo ważną częścią mojego życia, jest tajemnicą, magią, powrotem do dalekiej przeszłości. Jednak zanim to pojęłam, minęło sporo czasu. Teraz nie umiałabym bez niej żyć.  W dzisiejszym rozbieganym świecie, grzebanie w rodzinnej przeszłości wzbudza coraz większą ciekawość, daje radość, inspiruje. Genealogia daje świadomość rodzinnej tożsamości, historii, ciągłości i udowadnia, że nie wzięliśmy się znikąd, że jesteśmy ważni.

Bardzo szybko uświadomiłam sobie, że mój dom to nie tylko rodzice, dziadkowie, ale także i Ci  członkowie rodziny, którzy żyli długo przed moim przyjściem na świat. Stopniowo czas pochłania wszystko, co ukochaliśmy i co tak dobrze znaliśmy. Dlatego tak ważne jest byśmy pozostawili po sobie jakiś ślad. Nieważne czy dla historii jesteśmy bardziej czy mniej znani, bo tylko od nas zależy, czy ślady jakie po sobie pozostawimy będą trwałe. I choć z upływem czasu coraz bardziej pamięć okrywa mgła, to nikt nie jest w stanie zerwać nici, która łączy nas z przeszłością. W ciężkich chwilach często czuję przy sobie obecność tych, którzy dawno odeszli. Zjawiają się po to, by dodać mi otuchy i otoczyć swoimi skrzydłami, chroniąc w ten sposób od niegodziwości świata. Zatem warto czasem cofnąć wskazówki zegara po to, by nasi przodkowie przetrwali w naszych sercach i w naszej pamięci jak najdłużej, by pozostawili po sobie ślad dla przyszłych pokoleń.

Śmierć nie jest kresem naszego istnienia – żyjemy w naszych dzieciach i następnych pokoleniach. Albowiem oni to dalej my, a nasze ciała to tylko zwiędłe liście na drzewie życia. Kiedyś i nas zabraknie, ale spisane przez nas notatki, będą kolejną podróżą, ale tym razem dla naszych dzieci, wnuków i prawnuków do czasów nam współczesnych i już dla nas przeszłych. Bo nikt nie wie, jak zmieni się w tym czasie świat.

Kiedyś w wielu domach była wyłożona pamiątkowa księga, do której wpisywali się odwiedzający dom goście. Teraz żyjemy w szalonym tempie. Wszystko jest szybko i na wczoraj. A może warto się na chwilę zatrzymać?

Przychodzimy na świat w rodzinie, która jest dla nas przez długie lata najważniejsza, jest źródłem naszej siły, rzadziej słabości. W czasie, gdy zmagamy się z poznawaniem siebie, szukaniem swojej tożsamości, przyczyn naszych porażek i sukcesów, dobrze zdać sobie sprawę, dlaczego tak się dzieje. Johann Wolfgang Goethe powiedział, że „Rodzice powinni dać dzieciom dwie rzeczy: korzenie i skrzydła”. Korzenie to rodzina, skrzydła to nasz potencjał. Lecimy w świat, by go poznać i zrozumieć, ale potrzebujemy miejsca, gdzie zapuszczamy korzenie i gdzie wracamy z podróży. Naszą tożsamość budujemy w oparciu o tradycje rodzinne, o siłę, jaką zdobywamy w domu, o oparcie, jakie dają nam przodkowie.  Jedną z najcenniejszych rzeczy jaką możemy dać swoim dzieciom są wspomnienia. Wspomnienia z dzieciństwa tworzą naszą tożsamość, określają to kim jesteśmy, skąd pochodzimy, jak kształtował się nasz charakter, jakie mieliśmy relacje z rodzeństwem, rodzicami i resztą rodziny. Nasze korzenie. Przecież wczesne doświadczenia życiowe decydują o tym, kim właśnie teraz jesteśmy. A wspomnienia, to skarbnica doświadczeń, z której możemy czerpać w naszym teraźniejszym życiu. Jednak zauważyliście jak to szybko ulatuje?. To, co teraz wydaje się takie oczywiste, takie niezmienne, tak naprawdę przemija tak szybko, że nawet nie zauważamy kiedy. W pewnym momencie życia każdy z nas w różnym stopniu styka się z historią swojej rodziny. Kiedy patrzę na stare, pożółkłe fotografie, wydaje mi się, że te utrwalone z życia sceny, wydarzyły się tak niedawno.

W każdej rodzinie jest ktoś, kto wydaje się powołany do poszukiwania przodków. Aby nabrać mięsa na ich kościach i przywrócić ich do życia. Opowiedzieć rodzinną historię i poczuć, że w jakiś sposób ją znają i akceptują. Tu nieskromnie, przyznam się, że obrałem rolę takiego skryby.

Genealogia nie jest dla mnie, zimnym zbieraniem faktów, ale tchnieniem życia we wszystkich, którzy odeszli wcześniej. Jesteśmy gawędziarzami plemienia. Wszystkie plemiona mają kogoś takiego. Zostaliśmy nazwani przez nasze geny. Ci, którzy odeszli wcześniej, wołają do nas: opowiedz naszą historię!. Tak więc robię to znajdując przodków i uważam, że jakoś się odnajdujemy. Nad iloma grobami stałem przedtem i płakałem. Straciłem rachubę. Ile razy mówiłem przodkom: Masz wspaniałą rodzinę; byłbyś z nas dumny? Genealogia wykracza poza zwykłe dokumentowanie faktów gdyż dotyczy tego, kim jestem i dlaczego robię to, co robię. Jestem ulepiony ze wspomnień moich rodziców, dziadków i przodków. Od nich pochodzi to, jak wyglądam, jaki kolor mają moje włosy. Jestem też po trosze każdą z osób, które spotkałem w swoim życiu.

A co właściwie znaczy „ja”? Nasza tożsamość pozwala nam być i mieć. Tę wiedzę możemy gromadzić, czerpać z niej doświadczenia, wzory postępowania, wartości, potem przekazać ją nowym pokoleniom, by wybrały z niej coś dla siebie, by w chwilach słabości czuły siłę pokoleń przodków, by mogły z niej zaczerpnąć pokarm dla duszy, by na przykładzie dziejów minionych istnień uczyły się jak żyć i co mieć.

Kości tutaj to kości z mojej kości i ciało z mojego ciała. Chodzi o zrobienie czegoś z tym. Szczycić się tym, co udało się osiągnąć naszym przodkom. Jak przyczynili się do tego, kim jesteśmy dzisiaj. Chodzi o szanowanie ich trudności i strat. Podziwianie ich zdecydowania w budowanie życia  dla swojej rodziny. Z równej dumy i miłości nasze matki walczyły o narodziny, bez nich nie moglibyśmy istnieć, więc kochamy każdą z nich tak daleko, jak to tylko możliwe. Abyśmy się urodzili, kim jesteśmy. Abyśmy mogli o nich pamiętać. Dochodzę do głębokiego i ogromnego zrozumienia, że nasi przodkowie robili to  również dla nas. Czy ktoś chce, czy nie chce, każdy z nas miał 16 prapradziadków, że bez Nich nie byłoby nas na świecie, że choć życiorysy większości z nich nie są tak pasjonujące, aby nakręcić o tym film czy napisać książkę — to wszyscy zasługują na wdzięczność, pamięć i szacunek — za to, że po prostu byli.

Dlatego więc, jesteśmy zobowiązani z miłością i troską do zapisywania każdego faktu ich istnienia, ponieważ jesteśmy nimi, a oni są sumą tego, kim jesteśmy my. Spisując genealogię rodzinną podejmuję działania do przywrócenia pamięci lub powitania tych, których nigdy wcześniej nie znałem.

Starałem się aby opisane fakty genealogiczne były historią bogatą w zdjęcia i pamiątki, historią miejsc i otoczenia, wspomnienia i opisy krewnych.

Zdaje sobie sprawę, że nie jest to opracowanie stricto naukowe a jedynie próba pokazania  moim potomkom, korzeni rodziny poszerzone o nakreślenie związków pokrewieństwa i powinowactwa  moich synów Ignacego i Kamila oraz jego córki a mojej wnuczki, Igi Adamczyk.

Skupiłem się nad badaniem  więzi rodzinnych między poszczególnym członkami naszej rodziny na bazie zachodzącego między nimi pokrewieństwa i powinowactwa. W szczególności przedmiotem mojego zainteresowania było pochodzenie, miejsca urodzenia i życia moich przodków oraz wzajemne relacje rodzinne i losy poszczególnych członków rodziny, a więc tym, czym praktycznie zajmują się genealodzy.

Wydaje się, że zadanie to częściowo udało mi  się wykonać, choć zdaję sobie sprawę, że jest to wiedza niepełna i niekompletna, wymagająca dalszych poszukiwań i badań. Myślę, że któreś z moich potomków będzie  kontynuowało  moje dzieło.

Tak więc, jak zawołał skryba, opowiadam historię mojej rodziny. Czuję się jak ten, którego wezwano w następnym pokoleniu, który  ma odpowiedzieć na wezwanie i mam nadzieję że ktoś z przyszłych pokoleń zajmie także moje miejsce w długiej kolejce rodzinnych gawędziarzy.  A do ( Ciebie) tego powołanego w następnym pokoleniu należy odpowiedź na wezwanie i zajęcie mojego miejsca w długiej linii rodzinnych gawędziarzy. Wiedza zgromadzona, o nazwiskach, pozwoli każdemu zainteresowanemu, szczególnie najmłodszemu pokoleniu uzyskać informacje na temat pochodzenia nazwiska oraz rodzinnych korzeni. Być może dla niektórych osób noszących nasze nazwisko byłaby to szansa odnalezienia dalszej lub bliższej rodziny, zamieszkałej w Polsce a może i na świecie. Krewny, krewna... moi krewni są ze mną połączeni więzami krwi. Rodzice (i ich rodzice, a moi dziadkowie oraz ich krewni), i ich rodzeństwo (a moi wujkowie, stryjowie i ciotki oraz ich krewni), moje rodzeństwo (i ich dzieci, a moi bratankowie i siostrzeńcy), dzieci i ich dzieci (a moi wnukowie) - wszyscy jesteśmy połączeni genetycznie, co dawniej określano związkiem krwi. Jednak moimi członkami rodziny są również nie-krewni. Mąż, szwagier, teściowie i wiele innych członków mojej rodziny nie jest ze mną połączona genetycznie. Bez wątpienia słowo powinowaty pochodzi od pierwotnego słowa wina, z którego ukuto kiedyś powinność. Ponieważ powinowactwo powstaje w wyniku utworzenia nowej rodziny - poprzez małżeństwo, więc ślub wiąże się nie tyle z jakąkolwiek winą, co ze zobowiązaniem powinności wobec krewnych współmałżonka. Oczywiście, wzajemnym.

Dziś genealogia jest moim sposobem na życie, jest odskocznią od obowiązków. Genealogia skutecznie zaspokaja moją ciekawość świata. To antenaci sprawiają, że nigdy nie czuję się ani sam, ani samotny, a każda nowa data w nowej metryce sprawia, że znika głód wiedzy. Wciąż poszukuję przodków i nie przestanę tego robić. Mam jeszcze parę osób do odnalezienia, parę miejsc do przeszukania, więc szukam. I marzę: niech moja przygoda z genealogią trwa póki żyję. W końcu genealogia jest oknem do czasów odległych i dokonanych, pozwala zrozumieć dlaczego jesteśmy tym kim się staliśmy. Kiedy nas już nie będzie, genealogia będzie pomostem pomiędzy nami a naszymi wnukami i prawnukami. Wówczas to oni otworzą kronikę i będą nas wspominać, uśmiechając się lub roniąc łzy.

A więc do dzieła, zobaczcie czego dowiedziałem się o naszej  wspólnej rodzinie, przodkach i potomkach – dane na  A. D  2022 roku., Na witrynie z  racji nakazów prawa, nie ma informacji szczegółowych  o osobach żyjących, ale wszystko zostało zawarte w czterech tomach wydania papierowego, które z chęcią udostępnię po uprzedniej weryfikacji koligacji rodzinnych. - kontakt przez witrynę.

 Robert Adamczyk

Początek

 

Aktualizacja: 13-12-2023  20:52
 
© 2022®obert Wszelkie prawa zastrzeżone.